P. O. D. – Payable On Death

Wykonawca: P.O.D.
Okładka: „Payable On Death”

Dwa razy to samo? Można i tak… Tytuł piątego, studyjnego albumu P. O. D., a więc „Payable On Death”, znaczy dokładnie to samo, co nazwa grupy. Różnica polega jedynie na zapisie – raz mamy skrót, raz jego rozwinięcie.

Nazwa zespołu i tożsamy z nią tytuł jako emblematy jednej, ale wcale nie pierwszej płyty, to zapowiedź ważnego, w perspektywie grupy, wydawnictwa. Takie można odnieść wrażenie, takie można mieć oczekiwania. W przypadku piątego albumu P. O. D. niezupełnie zostają one spełnione. Nie znaczy to jednak, że płyta jest słaba. Ona jest po prostu przyzwoita, co – po jej poprzedniczce „Satelite”- nie jest w pełni satysfakcjonującą propozycją.

„Payable On Death” to całkiem wyraźne odchodzenie P. O. D. od newmetalu. Muzycy nie dają jednak wskazówek, w którą stronę chcą podążać, zdają się być w drodze, szukać. Nie rezygnują za to z tak charakterystycznego i często podkreślanego w opowieściach o P. O. D. chrześcijańskiego przekazu. Są wierzący i wcale tego nie kryją, choć jednocześnie starają się ze wszystkich sił, by nie zaszufladkowano ich jako grupy spod znaku rocka chrześcijańskiego. Może dlatego taka okładka…

Na obwolucie „Payable On Death” znalazła się naga kobieta-motyl. Wydaje się zawieszona w nieokreślonej przestrzeni, jest przodem do nas, ale jej części intymne są pozasłaniane. Całość jest utrzymana w brązowo-beżowej kolorystyce, z której wyraźnie wybijają się czarne kreski konturów.

Kobieta jest szczupła i wyprostowana, znajduje się w  samym centrum okładki. Ma długie, proste i ciemne włosy, a na jej głowie tkwi korona. Portretowana ma pociągłą twarz, półotwarte, ciemne oczy i przymknięte usta.  Patrzy w dół, a na jej twarzy maluje się smutek. Kobieta krzyżuje na piersi ręce, dłońmi dotyka ramion i w ten sposób zasłania biust. Szyję kobiety oplatają dwa łańcuchy naszyjnika, trzeci zwisa do wysokości pępka i jest zakończony wisiorem w kształcie koła. Na dole koła znajduje się dodatkowo równoramienny krzyż. Łono portretowanej jest przesłonięte stosunkowo cienką wstęgą, na której znalazło się słowo sanctus. Kobieta jest bosa i ma złączone nogi, na inną pozycję nie ma zresztą szans. Na jej udach, kolanach, łydkach i kostkach tkwią solidnie związane sznury krępujące ruchy. Całości wyglądu dopełniają całkiem spore, rozłożone i kojarzące się z motylimi skrzydła.

Źródło światła jest na okładce niewidoczne, ale znajduje się wyraźnie gdzieś za kobietą. Jest ona otoczona stosunkowo jasną poświatą, im dalej w stronę brzegów obwoluty, tym ciemniej, aż do głębokiego brązu.

Nazwa grupy została umieszczona nad kobietą. Jest napisana ciemnobrązową czcionką kojarzącą się z dawnym drukiem i jest wyśrodkowana. Tytuł płyty zapisany jest natomiast wyraźnie zaokrągloną, ozdobną czcionką i znajduje się bezpośrednio pod portretowaną.

Okładka wzbudziła kontrowersje w środowiskach chrześcijan w Stanach Zjednoczonych. Nie chodziło przy tym o samą nagość kobiety, ale o umieszczony na wstążce na wysokości łona napis sanctus. Protesty były na tyle duże, że niektóre sklepy wycofały płytę ze sprzedaży.

Roberto i Karola Więckowscy