Okładka do albumu: Iron Maiden – Somewhere in Time

Iron Maiden – Somewhere in Time

Wykonawca: Iron Maiden
Okładka: Somewhere in Time
Tagi: ,

Opis okładki

Jeśli mowa o okładkach płyt metalowych zespołów, od samego początku w mniejszym lub większym stopniu kojarzyły się z kiczem. Były oczywiście wyjątki, ale generalnie co obrazek to albo jakiś potwór, kosmita czy inne delirium, półnaga dziewczyna w odważnej pozie lub jakiś rycerz, ewentualnie apokaliptyczny widok uświadamiający nam, że przedstawiony w tekstach tego czy innego zespołu świat stoi nad przepaścią lub dawno się w niej zatopił. Iron Maiden nie jest tu wyjątkiem, chociaż jednocześnie jest…

Raz, teksty zespołu mają głównie literackie i historyczne konotacje, a dwa – okładki wszystkich płyt i singli zdobi postać tyleż przerażającego, co zabawnego Eddiego. To maskotka zespołu wymyślona przez brytyjskiego plastyka Dereka Riggsa. Ktoś jest tu więc wyjątkowo konsekwentny.

Po raz pierwszy Eddie objawił się światu 8 lutego 1980 roku na okładce singla „Running Free”. Zwiastował on debiutancką płytę zespołu zatytułowaną „Iron Maiden”. I jest z zespołem do dziś – także na koszulkach czy w całej masie gadżetów. Znamy go jako mumię, kosmitę, diabła, proroka, żołnierza z wojny krymskiej czy przerażające monstrum, dzielące morfologię z drzewem. Eddiego nie może zabraknąć na koncertach. Zazwyczaj „pojawia się na scenie dwukrotnie – za drugim razem pod koniec, w trakcie piosenki „Iron Maiden”, na przykład jako potężny, wyłaniający się zza sceny korpus zombie. Jednak szczególne wrażenie robi na froncie wydanej w 1986 r. piątej studyjnej płyty zespołu „Somewhere in Time”. Muzycznie jest to absolutna klasyka heavy metalu, a okładka? Chyba najbardziej kojarzy się z tym wybitnym angielskim zespołem. Eddie wyjątkowo tu nie dominuje, stanowi jedynie część większej całości.

Wyobraźmy sobie przypominający cyborga umięśniony szkielet ubrany jedynie w metalowe elementy bielizny. Eddie stoi tu z szeroko rozstawionymi nogami, na ulicy futurystycznego miasta – z pistoletem w prawej dłoni. Scena, jej klimat i całe otoczenie mogą kojarzyć się z filmem Ridleya Scotta „Łowca androidów”. Bohater znajduje się przy ulicy Acacia (Akacjowej), co wyraźnie wskazuje napis na budynku w prawym górnym rogu. Napis jest lekko przykryty żółtym logo zespołu –to oczywiste nawiązanie do utworu „22 Acacia Avenue”. Eddie najwyraźniej ze swojej broni właśnie skorzystał, co sugeruje wydobywający się z lufy dymek. I nie tylko… Na pierwszym planie, w prawym rogu na dole, widnieje charakterystycznie zaciskająca się dłoń podobnego cyborga, tyle że powalonego na ziemię. Jest wieczór lub noc, a za Eddiem na górze świeci księżyc w pełni. W stronę luny leci z Ziemi jakiś kosmiczny pojazd.

Okładka jest rozkładana, a jej prawdziwy potencjał można dostrzec, kiedy spojrzy się na cały panoramiczny obrazek. O ile z przodu mamy różne szyldy, w tym baru <Pizza Hut, jak i nawiązania do okładek poprzednich wydawnictw – jest śmietnik na lampie, kot z aureolą czy neon z okiem egipskiego boga Horusa, to po odwróceniu/rozłożeniu obrazka otwiera się przed nami zupełnie nowy, bajecznie kolorowy świat. Widzimy m.in. wielką piramidę z okładki albumu „Powerslave”, szyldy klubów Ruskin Arms, Rainbow i Marquee Club, w których Iron Maiden często koncertował, cień śmierci z okładki koncertowego krążka „Live After Death”, neon baru „Aces High” (nawiązujący do identycznie zatytułowanego utworu) czy reklamę restauracji Ancient Mariner (utwór „Rime Of The Ancient Mariner”). Jest kino im. Philipa K. Dicka, autora powieści „Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?” – właśnie wyświetlana w nim jest jej ekranizacja „Łowca androidów”, z tyłu wyłania się budynek ważnej dla fabuły filmu Tyrell Corporation. Na dole na ulicy stoją członkowie zespołu – z zegara zwieszonego nad nimi dowiadujemy się, że jest 23:58, a wynik derby pomiędzy West Ham a Arsenalem to 7:3. Miejsce wydaje się pasjonujące, ale i niebezpieczne. Na szczęście chyba ma swojego obrońcę – z prawej strony dostrzec można fragment peleryny Batmana.

To tylko wybrane elementy obu części okładki, absolutnie nie wszystkie, bo kiedy wpatrzymy się w cały obrazek, okaże się, że jest w nim taka liczba detali, iż nie da się wszystkich dostrzec nawet w czasie trwania całej płyty. Zresztą, Riggs malował ją aż trzy miesiące, a to o czymś świadczy – dla porównania okładka z równie kultowego albumu „The Number of the Beast” powstała w jeden weekend.

Bez wątpienia „Somewhere in Time” zdobi jedna z najbardziej niesamowitych okładek w historii heavy metalu – na jej bazie można by stworzyć intrygujący film science fiction – godna równie niezwykłej, legendarnej już dziś płyty.

Autor: Paweł Piotrowicz, onet.pl

Lista utworów

  1. Caught Somewhere in Time – 7:25
  2. Wasted Years – 5:07
  3. Sea of Madness – 5:41
  4. Heaven Can Wait – 7:21
  5. The Loneliness of the Long Distance Runner – 6:30
  6. Stranger in a Strange Land – 5:44
  7. Déjà Vu – 4:55
  8. Alexander the Great (356-323 B.C.) – 8:35